Wytropiłem podwójnego zabójcę

Dotarliśmy do Henryka Hajduka,  detektywa rzeszowskiego, który zajmował się sprawą poszukiwawczą i zabójstwem Bogdana Kenara i Marcina Dziury w Wernejówce.

"Część u nas wszystko ok. wyjeżdżam z kolegami jak się wszystko ułoży odezwę się Pozdrów wszystkich nie dzwoń ten nr będzie wyłączony. Cześć" (pisownia oryginalna) - tak brzmiał ostatni sms, który otrzymała z telefonu Marcina Dziury jego siostra. Mężczyzna więcej się nie odezwał, a sms, jak się później okazało, pisany był już ręką zabójcy...

Okrutne morderstwo w okolicach stadniny koni w Wernejówce k. Rymanowa, do którego doszło w połowie października 2008 roku, wstrząsnęło opinią publiczną. Marcin, 28-latek z Rzeszowa pracował w stadninie koni należącej do 45-letniego Piotra M. Współpraca pomiędzy Marcinem i Piotrem dobiegła jednak końca. Mężczyzna jako wynagrodzenie za trzyletnią pracę, zamiast pieniędzy miał otrzymać konia. Razem z 35-letnim, pochodzącym z Iwonicza Bogdanem, pojechał po odbiór zwierzęcia do gospodarstwa Piotra i ślad po nich zaginął...

Detektyw wkracza do akcji

Zaniepokojone zniknięciem Marcina i Bogdana rodziny zawiadomiły policję. Do sprawy włączył się również Henryk Hajduk, emerytowany policjant, właściciel agencji detektywistycznej Infosekret, którego wynajęli bliscy Bogdana. – Żeby nie wzbudzać podejrzeń, podawałem się za członka rodziny – wspomina. – Zacząłem badać wątki, sprawdzać ostatnie kontakty mężczyzn, analizować ostatnie chwile przed zaginięciem. Ustaliłem, że zarówno Marcin jak i Bogdan wyjechali z domu w ubraniach roboczych, nie mieli przy sobie dokumentów ani pieniędzy, dzięki którym mogliby wyjechać i utrzymać się. Zmylić mogły “widziane” przez GPS telefony mężczyzn, które ostatni raz zlokalizowano 20 października we Frysztaku (tel. Marcina) i Iwoniczu Zdroju (Bogdana) – mówi Hajduk. - Nasuwało się podejrzenie, że mężczyźni mogli wyjechać, ale zaniepokoiły mnie sygnały dotyczące Piotra M., właściciela stadniny koni.

Pobił pracownika

Choć w miejscowości, gdzie pracował, postrzegany był za wzór biznesmena, relacje pracowników mężczyzny, rzucały na niego zupełnie inne światło – Piotr M. znany był z wybuchowego charakteru. Jeden z jego podwładnych został nawet przez niego brutalnie pobity. Przyczyną spotęgowania agresji wobec otoczenia, miała być prawdopodobnie trepanacja czaszki, którą Piotr przeszedł podczas pobytu w Niemczech. Uczestniczył wtedy w wypadku, w którym doznał poważnych obrażeń głowy – wyjaśnia detektyw. – Osoby, do których dotarłem twierdziły, że dziwne zachowanie mężczyzny miało początek właśnie po przebytej operacji. Stał się agresywny, wybuchowy, nie znosił sprzeciwu – dodaje.

Zazdrość o kobietę

Pojawił się również wątek miłosny. Piotr M. związany był z pracownicą. Gdy w stadninie pojawił się Marcin, kobieta zakochała się w nim i rozstała z Piotrem. – Agresywne zachowanie plus zazdrość o kobietę, nasunęły mi podejrzenia, że za zaginięciem może stać Piotr. Postanowiłem to sprawdzić i osobiście porozmawiać z mężczyzną. – wyjaśnia Hajduk - Pojechałem do stadniny razem z dwojgiem osób z rodziny Bogdana. Chciałem pod pozorem troski o mężczyznę wyciągnąć od pracowników jak najwięcej informacji. Piotr zachowywał się spokojnie, był oszczędny w słowach. Potwierdził, że Bogdan i Marcin mieli do niego przyjechać po odbiór konia 15 października 2008 r., ok. godz. 13, ale się nie zjawili. Podejrzewał, że może wyjechali gdzieś do pracy. Do dziś dnia nie rozumiem, dlaczego pozwolił nam opuścić stadninę. Wiedział, że węszymy, szukamy tropów, rozmawiamy z jego pracownikami... – zastanawia się detektyw.

Hajduk rozmawiał też z byłą ukochaną Piotra. – Kobieta nie była zdenerwowana, rozmawiała ze mną spokojnie – wspomina – Ale zaniepokoiło mnie coś innego, dziwne zachowanie Piotra, który pod byle pretekstem wchodził do pokoju, w którym przebywaliśmy. Był zdenerwowany, starał się przysłuchiwać naszej rozmowie, jakby obawiał się, że kobieta może powiedzieć coś, czego by nie chciał...- wspomina.

Zacieranie śladów

Coraz więcej faktów zaczęło przemawiać na niekorzyść Piotra. Z pozoru skrzętnie zatajane, powoli zaczęły przybierać realną postać. Problemy finansowe mężczyzny, konieczność zapłaty Marcinowi, zazdrość o kobietę... Choć wszystkie działania wydawały się być starannie maskowane Piotr M. popełnił błąd. – Chciał zatuszować morderstwo, robił co mógł, żeby zbrodnia nie wyszła na jaw – mówi Hajduk. – Posłużył się nawet telefonami komórkowymi swoich ofiar i wysłał sms do siostry Marcina :“część u nas wszystko ok. wyjeżdżam z kolegami jak się wszystko ułoży odezwę się Pozdrów wszystkich nie dzwoń ten nr będzie wyłączony. Cześć.”

Niestety Piotr nie spodziewał się, że niespodziewana wiadomość od Marcina może zaskoczyć rodzinę mężczyzny. – Brat rzadko się z nimi kontaktował – mówi detektyw. – Również treść smsa nie pasowała kobiecie do brata. Marcin zwykle oszczędny w słowach, unikał rozpisywania się. Nigdy też nie zwierzał się ze swoich planów – dodaje.

Ale na tym nie koniec. Rzekomy sms od mężczyzny otrzymała również jego ukochana, była dziewczyna Piotra. 17 października godz. 11.12: “Kiedy będziesz w domom dostaniesz list w nim napisałem wszystko jedziemy z kolegą to mieliśmy dawno planowane zapomnij o mnie jeszcze chwile i wymieniam kartę pozdrawiam wszystkich kogo znasz jest nam dobrze” (pisownia oryginalna – przyp. red.). Kolejny pojawił się niedługo później, o godz. 11.39: “nie będę już rozmawiał to moja decyzja ja ciebie nie kochalem zapomnij o mnie twój pobyt na Wer nie ma z tym nic wspólnego to był nasz długi plan a teraz nadeszła ta chwila wyjazdu właśnie podjeżdża kolega swoim samochodem”.

Jak się później okazało, Piotr celowo wysłał smsy po zabójstwie mężczyzn, by zmylić policję.

- To, plus rozmowy ze świadkami, których danych nie mogę ujawnić, wystarczyło, bym nabrał przekonania że Piotr stoi za zabójstwem mężczyzn – mówi Hajduk Sprawa została przekazana policji, która miała potwierdzić podejrzenia detektywa.

***

Sprawca przyznał się do czynu, wskazał miejsce porzucenia samochodu w Przemyślu, należącego do Marcina oraz wskazał miejsce zakopania ciał (w lesie, kilkadziesiąt kilometrów od stadniny, w miejscu rzadko uczęszczanym, ok. 1,5 m. pod ziemią). W styczniu 2010 Sąd Okręgowy w Krośnie uznał Piotra M. za winnego zabójstwa mężczyzn. Do Marcina, morderca strzelił dwukrotnie, Bogdan otrzymał jeden strzał. Motywem zbrodni była zazdrość o kobietę. Wyrok – dożywocie. W maju tego samego roku odbyła się apelacja.

Ponowny proces Piotra M. rozpoczął się 31 marca 2011 r.

Źródło:
red. Katarzyna Szczyrek

Dziennik Super Nowości wyd. z 8.04.2011 r.

 

Polskie Stowarzyszenie Licencjonowanych Detektywów w Warszawie